Piękny Umysł #14 Grzegorz Turniak Networking & o Employee Advocacy

🔸 W tym odcinku moim i Twoim gościem jest Grzegorz Turniak, który mówi, że networking to sposób na życie. Rozmawiamy o tym jak dbać o kontakty, o Employee Advocacy, zaufaniu i zaangażowaniu. Serdecznie zapraszam!

🔸 Przypomnę Ci tylko, że w ostatnim, 13 odcinku moim gościem był Miłoszem Brezińskim, z którym rozmawiałam temat relacji z innymi i z samym sobą. O tym jak się komunikować i dlaczego warto sięgać po pomoc specjalistów. Naszej rozmowy możesz posłuchać na Spotify oraz Apple Podcast. Zapraszam Cię również na moją stronę internetową magdalenakopenhagen.pl oraz na moje konto na Instagramie, gdzie możesz poznać mnie trochę bliżej.

🔸 Grzegorz Turniak to niestrudzony orędownik wartościowych idei: networkingu, zarządzania talentami, karierą i czasem. Od lutego 2006 jest Prezesem firmy BNI Polska. Pełnił również funkcję konsultanta PR Central & Eastern Europe w serwisu Jobpilot / Monster.

🔸Grzegorz napisał książki: * Profesjonalny networking, * Praktyczny przewodnik networkingu, * Zanurz się w błękitnym oceanie, * Nigdy nie stój sam, * Alchemia kariery.

Zapraszam do oglądania nagrań wideo jego wystąpień: „Nigdy nie stój sam” – Festiwal Inspiracji, „Towarzystwo Wzajemnej Adoracji” TEDxWSB

Magdalena Kopenhagen – prowadząca
Grzegorz Turniak – gość

 

Cześć, ja mam na imię Magda, a Ty będziesz oglądać czternasty odcinek mojego podcastu „Piękny umysł”. Pojawiają się tutaj wyjątkowi goście, zawsze aktualne tematy – bez cenzury, bez tabu. Przypomnę Ci tylko, że w ostatnim, trzynastym odcinku moim gościem był Miłosz Brzeziński. Rozmawialiśmy o tym jak budować relacje z samym sobą  i z innymi ludźmi,
o tym dlaczego warto jest sięgać po pomoc u specjalistów i jak się komunikować. Możesz nas posłuchać również na Spotify oraz Apple Podcasts. Zachęcam Cię również do odwiedzenia mojej strony internetowej https://magdalenakopenhagen.pl/ oraz odwiedzenia mojego konta na Instagramie, gdzie możesz poznać mnie trochę  bliżej. W tym odcinku moim i Twoim gościem jest Grzegorz Turniak, który mówi, że „networking to sposób na życie”. Rozmawiamy o employee advocacy, o tym jak budować zaufanie i zaangażowanie. Serdecznie zapraszam!

Cześć, Grzegorzu! Dziękuję, że znalazłeś dla mnie czas.   
Dzień dobry, witaj!

Miło też Cię zobaczyć w troszkę innych realiach, ostatnio mieliśmy okazję porozmawiać
i spotkać się na Festiwalu Inspiracji, to było na szczęście na żywo, nie tylko on-line, tak więc już też bardzo tęsknię za tymi spotkaniami offline’owymi, ale mam nadzieję, że
w najbliższym czasie znowu powróci to do normy. Powiedz mi, Grzegorzu, czym jest networking?

Wymyśliłem sobie kiedyś taką metodę, mnemotechnikę, żeby pamiętać, żeby za każdym razem nie kombinować, wiadomo – trzeba sobie jakoś ułatwiać życie. To są trzy definicje: M – S – P. „M” – metody osiągania wartościowych celów. Każda z nas, każdy z nas ma jakieś cele, w pojedynkę się ich nie osiągnie. „S” to jest sztuka próbowania osiągnięć innych ludzi, czyli
w sieci trzeba tę „zasadę wzajemności” używać, najpierw dać coś od siebie, o kimś dobrze powiedzieć, wypromować, dlaczego nie. „P” to jest proces: zbierania, przechowywania, przetwarzania, dystrybuowania informacji. To są takie trzy, dla mnie z tych dwudziestu paru czy trzydziestu, które znalazłem; natomiast mam jeszcze swoje dwie, przeze mnie osobiście wymyślone, networking jest to danie szansy przypadkowi. Kiedy jest jakiś event nie wiesz kogo spotkasz, byłaś na Festiwalu Inspiracji, a z tym, a z tym, a z tym, a ten Cię przedstawił temu; nagle myślisz „O rany! Niesamowita historia!”, więc to jest to, że trzeba sobie dawać taką szansę, raz na jakiś czas, że jak gdzieś idę, to nie tylko, że spotkam się z tym i z tym, ale sobie stanę, poobserwuję, popatrzę, zapytam znajomych: „Słuchaj, kogo ty znasz? Kogo uważasz, że warto żebym poznała?” – tak po prostu. Oprócz takiej warstwy bardzo ścisłej na cel, warto dać sobie też troszeczkę takiej, jak to się mówi „deprawacji sensomotorycznej”, czyli temu mózgowi dać troszkę się rozszczelnić od tych naszych typowych ścieżek. I ostatnia to jest, że networking jest to katalizator innowacji. Mam na uczelni Vistula zajęcia „Networking
i innowacje”, wgłębiam się teraz coraz mocniej w to i widać, że są firmy innowacyjne, tworzą swoją kulturę innowacji- networking jest jednym z ważnych elementów tej kultury innowacji, bo z jednej strony to jest sieciowanie wewnątrz firmy, uczestnictwo w różnych zespołach, takich zespołach firmowych, a z drugiej strony ten ekosystem na zewnątrz firm. I też, jak być może znasz książkę Marcusa Buckinghama „Dziewięć kłamstw o pracy”, on też tam pokazuje, że najbardziej zaangażowani pracownicy to są ci, którzy są w kilku różnych projektach. To się ładnie spina, że networking to jest rzeczywiście uczestnictwo w różnego rodzaju projektach
w firmie, mniej czy bardziej formalnych i to powoduje, że pracownicy są bardziej zaangażowani – bo jeśli nagle się okazuje, że ktoś ma fajną firmę, ale ma słabego szefa, to poprzez uczestnictwo w innych projektach, może sobie jak gdyby tę satysfakcję z tej pracy mieć. Ale jeżeli tylko jest w swoim projekcie, w swoim zespole i nie wychyla się gdzieś dalej, to jest sfrustrowana/sfrustrowany. Czyli takie, jak powiedziałem, trzy plus dwie definicje.

Nie znałam tych definicji, przyznam się szczerze, bo zazwyczaj rozmawiasz z innymi na temat zasady „5 P” do której też dzisiaj chciałabym się odnieść. Ale powiedziałeś coś niezwykle ważnego i myślę, że warto to podkreślić, jak wzbudzić zaangażowanie pracownika, co jest teraz głównym tematem w firmach. Jestem bardzo ciekawa czy o tym też będzie mówić employee advocacy?

Tak, tak, bo to jest tak z employee advocacy, że im głębiej w to wchodzę, od trzech lat się już tym zajmuję, mamy kilkanaście fajnych wdrożeń, to widzę, że to już nie jest to co początkowo tylko postrzegałem trzy lata temu jako „szkolenie z LinkedIna”, dziś już widzę, że to nie jest szkolenie z LinkedIna, tylko jest to cyfrowa transformacja kultury organizacyjnej. I to jest coś, co rzeczywiście bardzo fajnie się sprawdza, od ponad prawie półtora roku prowadzimy to
w firmie Winkhaus w Polsce. Siedemset osób, fabryka okuć do okien i systemów kluczy do drzwi, zamykania i tak dalej, i oni rzeczywiście widać jak się ta kultura transformuje; ci ludzie
z różnych działów mają okazję ze sobą pracować nad wspólnym projektem i nagle się okazuje, że rzeczywiście to jest coś, co dodaje im skrzydeł, daje im frajdę i to jest rzeczywiście employee advocacy, to jest takim projektem, jak powiedziałem, networkingowym, wspierającym rozwój kultury organizacyjnej.

Czy będzie to, chciałabym zaryzykować takie stwierdzenie, w tym momencie zmieniać kulturę organizacji? Mamy szansę na to?

Wiesz co, to jest tak: kultura się tworzy, to nie jest coś, co jest dane raz na zawsze. Oczywiście w tym DNA kultury jest gdzieś DNA właściciela, założyciela czy później gdzieś zarządzających. Teraz uczestniczymy w różnych konkursach: „Great place to work„, „Dobry pracodawca”, „Pracownik roku”, spotykamy się z ciekawymi filmami, gdzie laureatami są firmy i te, które maja kulturę taką dojrzałą, i takie, które maja kulturę folwarczną. Teraz  kulturę folwarczną gdzie, no nie za bardzo pozwalają pracownikowi poszaleć, moim zdaniem bez sensu ale tak chce, więc one maja w DNA jednak dosyć takie restrykcyjne, hierarchiczne [podejście] – i tam też jest kultura, jeżeli tam się nieraz pojawi jakiś mobbing czy Bóg wie jakie rzeczy, są ludzie, którym tego typu kultura pasuje, potrzebują mieć ten Ordnung, oni musza mieć twardo, jasno, za dużo luzu im nie pasuje. Ale są osoby, które po prostu duszą się w tego typu strukturach
i chcą być rzeczywiście w strukturach agile’owych, takich rzeczywiście turkusowych, bliskich turkusu, więc na pewno jest tak, że ta transformacja kultury obecnie postępuje w miarę jak się świat zmienia i powiedziałem, nie tylko, bo ten turkus to było w jedną jakby stronę, ale teraz ta digitalizacja kultury – też widzimy jak następuje. Czyli to, że pracownicy zaczynają mówić swoim głosem, pod swoją marką na LinkedInie, jednocześnie w duchu tej firmy w której pracują – w duchu tych wartości. To jest rzeczywiście tak, jak gdyby ta kultura dostała nowego wymiaru, nowego oddechu. Teraz stworzenie tego, wypracowanie całych mechanizmów, uniknięcie pułapek, spowodowanie, żeby to rzeczywiście był żywy projekt a nie tylko szkolenie z Linkedina, cztery godziny i potem gdzieś to ląduje w segregatorach w szafie. To jest rzeczywiście bardzo ciekawe takie wyzwanie; taki proces, który robimy; mniej więcej pół roku do roku takie programy trwają

Czyli to nie będzie tylko taki networking na LinkedInie, ale też przełożenie tego automatycznie na praktykę, czy to dobrze rozumiem?   
Tak, bo to jest tak, że znowu na początek, to co po pierwsze, jak taki program realizujemy, to zapraszamy ochotników. Wg tego co mówi Gallup, trzydzieści procent pracowników jest aktywnie zaangażowanych, pięćdziesiąt procent jest zaangażowanych, a dwadzieścia procent jest aktywnie niezaangażowanych. Oczywiście te cyfry przy różnych badaniach się wahają, ale załóżmy, że tak jest. No i teraz zapraszamy ochotników, zazwyczaj zgłaszaj się ochotnicy z tych trzydziestu procent aktywnie zaangażowanych, ci którym mentalnie LinkedIn nie przeszkadza, ta cyfrowa kultura im nie przeszkadza. I zazwyczaj taką  grupką, zazwyczaj 8-10-12 osób, ćwiczymy parę miesięcy, reszta firmy się przygląda i po tych paru miesiącach mówią: „To my też chcemy!” – „A to proszę bardzo, to stworzymy drugą grupę”. I kiedy już ta sieć wewnątrz organizacji się zbuduje – mamy pewnego klienta, który zatrudnia osiemnaście tysięcy ludzi, tysiąc dwieście osób jest na LinkedInie, przeszkolę tam dwadzieścia parę osób, no to teraz dbamy o to, żeby przynajmniej sto-dwieście osób z tej organizacji też zaczęło przyglądać się temu co oni robią, jak robią, żeby też być zaangażowani, potem jeszcze może wiesza grupa
i to nie jest punktowe działanie, nie jednorazowe, tylko proces, który trwa, zazwyczaj to są takie cotygodniowe spotkania po czterdzieści pięć minut – godzinę. I wtedy powodują, że ci pracownicy, którzy są aktywnie zaangażowani, po drugie LinkedIn im pasuje, znaczy chcą dbać o swoja markę i nie na takiej zasadzie, że tylko są na jakiś konferencjach czy na jakiś targach stoją czy piszą artykuły, ale również potrafią i chcą się pokazywać, na tyle ekshibicjonizm nie jest im obcy, że też się chętnie pokazują i jak gdyby tę swoją markę budują wspierając markę firmy, jednocześnie to co widzimy, bardzo fajnie to działa destrukcyjnie na silosy. Bo jak wiemy, szczególnie w tych większych korporacjach, są te silosy, każdy siedzi w jakiejś swojej działce i nagle jak zaczynają ci pracownicy nad takim wspólnym projektem pracować razem, okazuje się, że te silosy pomaluteńku są niszczone, znikają, ludzie nagle czują, że rzeczywiście nie tylko wnoszą do pracy to co mają w zakresie obowiązków, ale to co również maja – swoje jakieś talenty, swoje motywacje, można dać dużo więcej firmie, niż firma oczekuje. Czyli: niezależnie od tego, ja kto się ułatwi, tego typu programy wdraża się w takich w firmach
o dojrzałej kulturze, ciężko raczej w takich autokratyczno, hierarchiczno… Aczkolwiek no, jeśli ktoś chce i jest gotowy, to też można elementy tego wprowadzić. Także tak te programy wyglądają. 

Jest to bardzie ciekawe, bo nie przypomina to tak naprawdę zwykłego szkolenia, gdzie po prostu przychodzimy, wychodzimy, ale jest to niezwykle kompleksowy program i wiem, że jesteś też mentorem. i troszkę mi to przypomina taki program mentoringowy tyle, że skierowany do firm i dużej ilości pracowników.

Tak, nawet mówimy, bo to jest wiesz, kilka elementów i w miarę jak my te programy wdrażamy, jak coraz więcej firmy też się, to zaczynamy sobie ileś tam rzeczy uświadamiać, bo to jest, jak powiedziałem na samym początku, trzy lata temu patrzyliśmy, że to jest szkolenie z LinkedIna, no nauczą się ,fajnie. Teraz widzimy, że żeby to się ugruntowało, żeby ludzie byli odpowiednio nastawieni, żeby dać im, przekazać wiedzę, przekazać umiejętności, wdrożyć nawyki- to jest bardzo trudne, no i zbudować ekosystem, i ten zewnętrzny, i ten wewnętrzny. Spowodować, że oni też siebie dobierają w różne role w tym zespole, bo rożni ludzie maja różne talenty, rożną ochotę błyszczeć w różnych obszarach, więc dobierają sobie, w różne role wchodzą. Plus budujemy takie teamy z sparing-partnerów, żeby oni też byli dla siebie sparing partnerami, żeby tę determinację podtrzymać, żeby to nie siadło. To jest, tak jak powiedziałem, przyglądamy się, patrzymy, widzimy jak to fajnie dojrzewa, jak ktoś się fajnie rozwija, powiem: frajdę mam z tego ogromną. Dawno nie miałem takiej frajdy, jak realizując z zespołem grupy „Jak” takie właśnie programy.

To troszkę zahacza, właściwie nie troszkę, o różne działy w firmie i to jest, mi się wydaje, fajne, że łączycie to wszystko w jednym. I HR i tak naprawdę marketing, sprzedaż. Bo tak jak powiedziałeś, przez ten ekshibicjonizm na LinkedInie dbamy automatycznie o wizerunek pracodawcy, a przez to, że o to dbamy, to też inni pracownicy, którzy znajdują się w tych grupach niezaangażowanych widzą „O, ok, oni są zadowoleni, robią coś fajnego, to może ja też spróbuję”. Tak  myślę, że może mieć to taki wpływ na pracowników.

To co rzeczywiście u Buckinghama w tych jego „Dziewięciu kłamstwach o pracy” to jest rzeczywiście to, że to co powiedziałem, w im większej liczbie programów, teamów pracownik uczestniczy, tym jest większa szansa, że jest zaangażowany, aktywnie zaangażowany, czyli rzeczywiście ci, którzy dzisiaj nie są zaangażowani ale na przykład maja talent do LinkedIna dołączają i nagle staja się aktywnie zaangażowani, bo to już jest drugi, trzeci czy czwarty zespół, więc to rzeczywiście dokładnie tak wygląda. Więc to zakładamy, że oczywiście po pierwsze: to się przekłada na większa lojalność pracowników, czyli na mniejszą rotację, w związku  z czym to się przekłada jednak na większe zyski. Więc to jest taki program transformujący i tu nie chodzi o to do końca, żeby jakoś strasznie wyciskać z ludzi siódme poty, tylko żeby oni mieli frajdę z tego co robią, żeby mieli ten uśmiech. Jedną z takich największych moich satysfakcji w programie, który żeśmy robili u jednego z klientów, kiedy uczestniczka powiedziała: „Grzegorz, mąż mi powiedział, po paru miesiącach udziału w tym programie, że od czasu kiedy jestem w tym programie mam inaczej błyszczące oczy, mam taki po prostu zupełnie, aż mi oczy błyszczą!”. Wiesz no i to o to chodzi, twarde parametry rzeczywiście dla korporacji są ważne, ale z punktu widzenia liderów organizacji też chcemy żeby ci ludzie naprawdę mieli z tego frajdę, żeby po prostu ta praca ich cieszyła, dawała im frajdę, żeby to nie było tylko, że „Thank God it’s friday” albo że tylko czekają że przyjdzie dziesiąty, piąty czy siódmy rok życia i pójdą na emeryturę, nie no – zgodnie z tym, co pisze David Sinclair będziemy żyli po sto dwadzieścia, sto pięćdziesiąt lat i to już moje pokolenie może mniej, twoje bardziej, bo jednak jesteś te dwadzieścia parę lat młodsza ode mnie, to nie jest już żaden rocket science, w związku z czym dzisiaj coś takiego że pracuję do sześćdziesiątego piątego roku życia, znowu, dłużej pracują ci, którzy mieli frajdę z tej pracy, znaleźli swoje powołanie, znaleźli swoją misję i tak dalej, ci którzy tę robotę traktowali jako robotę, jak przymus konieczny, oczywiście jest po nich, ale w momencie im więcej ludzi zobaczy, że nie będzie żyło tylko do tej osiemdziesiątki czy coś, tylko będą żyli sto, sto dziesięć, sto dwadzieścia lat to nagle, jeżeli ja pracuję czterdzieści lat i będę pracował jeszcze czterdzieści, to jest zupełnie inny stan mózgu! To nie jest tylko że :”A tam, byle jeszcze rok, za chwilę będzie mi ZUS wypłacał, będę emerytem. Ja nie będę żadnym emerytem, ja będę stypendystom ZUS-u, o!”.

Fajne określenie! To tak jak teraz właśnie pracodawcy chcą mieć zaangażowanych pracowników, ale z tego co mówisz można wyciągnąć wniosek, „chcesz mieć zaangażowanych pracowników, to ich zaangażuj do pracy” i właśnie poprzez takie danie możliwości, właśnie wielu projektów, rozwoju, „spróbuj tego, spróbuj tamtego, może się okaże, że może tutaj jest twoje pole, gdzie będziesz się dobrze czul” i rzadko się o tym słyszy. Zazwyczaj jest tak, że się jest przydzielonym do jednego projektu, „Rób to!” i tak jak też powiedziałeś, ludzie cierpią, wstają do tej pracy, robią ten projekt a wystarczyłoby dać możliwość właśnie wypróbowania czegoś nowego i myślę, że automatycznie efektywność, wyniki pracy też poszłyby bardzo do góry dzięki temu.

Tak, wiesz, to jest to, że rzeczywiście takie uskrzydlające projekty mają niesamowitą siłę dla firm i im dłużej w tym działamy, tym widzimy to co powiedziałaś, pracownicy no nie z jednego działu, na przykład mamy jedną firmę gdzie zaczęło się od
HR-u, dlatego że akurat ich marketing i sprzedaż mnie nie interesuje bo to jakoś sobie tam funkcjonuje, tylko chcieli, żeby pokazać, że są innowacyjna firmą. Z drugiej strony mamy firmę, która powiedziała „Grzegorz, my chcemy, żeby nasze materiały marketingowe fajnie wyglądały” i nagle jak żeśmy zaangażowali handlowców, to nagle handlowcy mówią „Słuchaj, ja wreszcie zacząłem rozumiem o co chodzi temu marketingowi, jak my razem w tym zespole pracujemy, jak my razem później te posty publikujemy, komentujemy, to nagle się zaczyna inaczej dziać, że nagle widzę, że manager sprzedaży, był dosyć twardym managerem, po paru miesiącach pracy się zaczyna troszeczkę bardziej być miękki, troszkę patrzy bardziej tak na, traktować to mniej restrykcyjnie, bo widzi, że tych ludzi to uskrzydla, że się wszyscy rozwijają, więc jest to oczywiście wiele różnych aspektów, których myślę, że warto na to spojrzeć, na tych, którzy są otwarci.

Dokładnie, jest to wyznacznik, żeby coś zmienić trzeba chcieć to zmienić, nikogo się nie zmusi do zmiany. Ale jest to niezwykle fascynujący, inspirujący program czy też, tak, program – można nazwać programem, więc super, że to robicie, jestem zachwycona. Wspomniałeś też jedno, wymieniłeś bardzo ważne słowo, że dzięki temu buduje się lojalność, a lojalność łączy się, przynajmniej dla mnie, z zaufaniem – i o zaufaniu też bardzo dużo mówisz i piszesz też
w swoich książkach. Jak właśnie tutaj z zaufaniem, co ma zaufanie do networkingu?

To jest tak, że jeśli spotykamy się z kimś ileś razy, obserwujemy go, patrzymy jaki on ma system wartości, jakie rzeczy są dla niego ważne, to im dłużej, częściej się spotykamy, jeżeli robimy wspólnie jeszcze jakieś projekty, to nabieramy zaufania i dzięki temu tworzą się kolejne programy, kolejne projekty, kolejne przedsięwzięcia i w momencie kiedy, w zależności od tego na jakim jesteśmy stanowisku, jaką rolę pełnimy w organizacji, to możemy do tej organizacji jakiś transfer dobrych, ciekawych, innowacyjnych rozwiązań czy pomysłów wprowadzić. Czyli podczas budowania relacji albo to zaufanie może wzrosnąć albo spaść. Jeżeli wzrasta, jeżeli tego zaufania nabywamy, no to automatycznie, jak powiedziałem, każdy z nas będąc tym ambasadorem firmy, mając oczy i uszy szeroko otwarte, i przyglądając się, może ściągnąć do firmy ciekawe rozwiązania, które powodują, że ta firma jest efektywniejsza. Także networking to budowanie relacji, jak powiedziałem i wewnątrz i zewnątrz firmy, przyspiesza, można powiedzieć, rożnego rodzaje innowacje, udoskonalenia, usprawnienia, ale powiem Ci tak, jak tak o tych innowacjach myślę od pewnego czasu, bo gdzieś tam  mam niedługo jakiś webinar i na tych studiach zajęcia, to sobie tak uświadamiam, że może nawet te innowacje brzmią dla mnie tak troszeczkę już… no wiesz, tu Slack, tu Bóg wie, jakiś iPad czy coś tam – nie, to są proste, drobne usprawnienia, które powodują, że fajnie się pracuje, szybciej, sprawniej, mniej zużywa się materiałów, więc… nawet nie te innowacje co usprawnienia, także networking, to sieciowanie powoduje, że różnego rodzaju usprawnienia szybciej są dostrzegane, szybciej są wdrażane i to co jest ważne również, akceptowane wewnątrz organizacji. Bo jeżeli ja jestem dzięki temu sieciowaniu osobą godną zaufania, to też łatwiej moje projekty, które ja przyciągnę, jakieś ciekawe rozwiązania z zewnątrz, będą w firmie zaakceptowane i wdrożone.

Jest to bardzo ciekawe i tak jak wcześniej, poruszyłeś tak wiele aspektów w trakcie jednej wypowiedzi, że aż ciężko jest mi teraz się odnieść tylko do jednej rzeczy.

Tak, ja mam wiesz, mózg taki troszeczkę, czasami chaotyczny i wielowątkowy, no ale tak mają ludzie z taki mózgiem wizjonerskim, więc zaprosiłaś – cierp teraz!

Wiesz, to jest tak, no tak mają geniusze, no cóż na to poradzić.

Genialność to nasza specjalność!

Trzeba nauczy się z tym żyć. Znalazłam w jednej z Twoich książek, zresztą mam tu przygotowane trzy książki Twoje, w tym jedna moja pierwsza, którą kiedyś od Ciebie dostałam jest z 2006 roku i tak w ten sposób się poznaliśmy, to jest niesamowite właśnie, jak u mnie networking zadziałał.

Ona już teraz ma nową okładkę, wiesz.

A słuchaj mój drogi, ja już też tą mam. Tak więc, tę książkę też mam i pamiętam, jak poznaliśmy się na jakiś warsztatach u Anny Przybysz, dotyczyły śpiewu i ekspresji głosu, i pamiętam, że tę książkę położyłam na półce i ja od Ciebie nauczyłam się znaczenia networkingu, jak to jest ważne. I już jako młoda dziewczyna postanowiłam, kiedyś usłyszałam jakieś takie zdanie z filmu, przypuszczam, że jakiś przestępca i powiedział, jeden drugiemu dawał radę: „Słuchaj, pieniądze przychodzą i odchodzą, ludzie w twoim życiu zostają” i to jest właśnie to, w co warto inwestować. I potem poznałam Ciebie. Zawsze się śmieję, opowiadam wszystkim znajomym, że Grzegorz Turniak jest ojcem networkingu, ja zostałam dzieckiem networkingu.

Ivan Misner na świecie, a ja w Polsce te piętnaście lat temu, w dwa tysiące szóstym, sprowadziłem i rzeczywiście dumny jestem z tego, że to się tak ładnie rozrosło i teraz rzeczywiście Chmura z Bacańskim tak to świetnie rozwijają, już ponad trzy tysiące osób, ponad osiemdziesiąt grup w kilkudziesięciu miastach, także rzeczywiście Polacy wreszcie mają najnowocześniejsze narzędzia do tego by, tą miękką stronę biznesu rozwijać.

Dokładnie i bardzo fajnie to wszystko opisujesz też w swoich książkach, ja pamiętam jak tę książkę przeczytałam, postawiłam na półce i dalej sobie spokojnie żyłam. I któregoś dnia przypomniałam sobie o tej książce, przypomniałam sobie o głównych zasadach. Właśnie też wspominasz tam o tej, już przeze mnie wspomnianej wcześniej, zasadzie „5 P”. Zakładając, że są ludzie i będą nas słuchać, którzy Ciebie nie znają – czym jest zasada „5 P”?

Wiesz co, ja [opowiem] genezę troszkę, ponieważ jak wprowadzałem BNI do Polski, no to rzeczywiście było to dla mnie nowe, dostałem świetne know-how, franczyzę, i tę franczyzę na rynek polski wprowadziłem. Natomiast ja jestem człowiekiem, który się uczy drobnymi krokami poprzez doświadczenie i tak jak teraz prowadzę te moje „e-kawy z Turniakiem”, już ich ze dwadzieścia było, to każda nowa otwiera mi obszary i ciągle udoskonalam to, nie ma dla mnie, że coś się tam stało, to cały czas podlega zmianie. I jak już pewnie miałem z tysiąc takich sesji networkingowych za sobą, nagle się zacząłem dostrzegać pewne wzorce i wyłoniło się najpierw ze trzy-cztery punkty, potem zrobiłem z tego pięć, żeby znowu jakaś łatwa mnemotechnika. I pierwsze P to jest  „przygotuj się”, drugie „przełam lody”, po trzecie „pogaduszki, pogawędki”, po czwarte „przemieszczaj się” i po piąte „podtrzymaj relacje”. Te dwie (pierwsza i piąta) no to są, że tak się wyrażę, nie w miejscu gdzie networkingujemy czy nie, na sali konferencyjnej – nie, na salach – nie, w internecie, tylko zanim usiądziemy czy zanim pójdziemy na targi czy na konferencje, to się przygotuj. Jak już jesteś, no to przełam lody – czy na konferencji, czy na LinkedInie, czy na Facebooku, czy na Instagramie, jak tu lody przełamać? Znowu są lepsze i gorsze sposoby. Potem w jakiś sposób z tą osobą te relacje prowadź, w jakiś sposób się komunikuj, potem no też popatrz że są też inne miejsca, też warto czy na sali konferencyjnej, foyer rozmawiać z rożnymi ludźmi, tak samo w internecie. No i na koniec, jak tu podtrzymać relacje z tych kontaktów, które żeśmy gdzieś tam poznali, w jaki sposób,
z którymi współpracować dalej, z którymi jak relacje podtrzymywać? I znowu, ja tam ileś patentów nawymyślałem wtedy, teraz jak działam online to jeszcze ileś takich wymyśliłem, nawet tego nie masz świadomości. Kiedy zaczęliśmy naszą rozmowę, jeszcze zanim zaczęliśmy nagrywać, ja zrobiłem już screenshota i wysłałem tego screenshota w wiadomości na LinkedInie, ja bardzo często to robię, jak mam swoje spotkanie w BNI, jak mój gość się przedstawia, to ja robię screenshota i mu natychmiast wysyłam „Dziękuję ci, że odwiedziłeś naszą grupę dzisiaj na BNI na spotkaniu” i ktoś „Wow!”. Podobnie robiłem to kiedyś na eventach, że brałem komóreczkę, robiłem prawda zdjęcie nam i wysyłałem tej osobie, słuchaj, jest. I to są takie drobne rzeczy, które budują relacje, nie wymagają wielkiego wysiłku. Znowu  są osoby takie ekstrawertyczne jak ja, które to łatwo robią, szybko robią, są osoby tak zwane introwertyczne, którym trudniej to przychodzi, nie ma sprawy. Ale chodzi
o to, żeby tak tę społeczną grę poprowadzić, żeby ona rzeczywiście każdemu, każdy z nas żeby miał jakieś korzyści i to jest coś, co rzeczywiście dla mnie jest w tej chwili, taka frajda istotną rzeczą.
Bardzo się cieszę, że w tej zasadzie jest jest podtrzymywanie kontaktów i to jest właśnie, dla mnie, networking. I też wydaje mi się, że w swojej jednej z książek powiedziałeś, że „Dbaj
o kontakty wtedy, kiedy nie są ci potrzebne’. Bo to jest tak, że jak w danym momencie jest nam potrzebny kontakt a nigdy się do niego nie odzywaliśmy, no to to tak trochę będzie średnio fajne, nagle poprosić o pomoc, jest to oczywiście możliwe, no ale nie będzie takiej efektywności, jak jeżeli dbamy o ten kontakt.    

Dokładnie. Wiesz, ja czytałem dziesiątki tych książek jadąc na wiele szkoleń, znalazłem kilka takich rzeczywiście fajnych, można powiedzieć takich przysłów, typu: „wykop studnie zanim będziesz spragniony”, właśnie „buduj przyjaźnie zanim będziesz ich potrzebował”, bo to jest tak, że rzeczywiście znowu każdy z nas ma inne zasoby energetyczne. Ja według Gallupa, mój trzeci talent to jest „aktywator”, czyli jak powiedziała kiedyś Hanna Ignaczewska, szefowa Gallupa wtedy w Polsce „niespożyta ilość energii”, więc mnie stosunkowo łatwo, natomiast ja rozumiem, że osoby są, które mają tej energii trochę mniej, bardziej ją szanują. Niemniej jednak mając świadomość, że tej energii jest mniej, taki ekstrawertyczny,  bardziej szanują swoja energię. No warto mieć parę prostych nawyków, dzięki którym te relacje rzeczywiście podtrzymamy. Jak powiedziałem, to jest kwestia nawyków, tak jak wdrażamy programy employee advocacy, to dosyć szybko przychodzi z tej martwej wiedzy i umiejętności choćby na warstwę nawyków, i dbamy o to, żeby rożnymi metodami, co sparing partnerzy czy mentorzy, czy różne inne, mastermindy, żeby te nawyki się utrwaliły i żeby tym osobom służyły, żeby nie zabrały za dużo czasu, żeby dużo wysiłku nie kosztowały, tylko żeby to było tak adekwatnie do roli, do tematu. Także tak, podtrzymanie relacji dla części osób jest trudne, ja sam się przyznaję, że nie jest łatwe, mam parę patentów, jak ten co powiedziałem z tym screenshotem i jest parę patentów które stosuję, natomiast to jest bardzo ważne, masz rację, to jest clue. Nie przełamywanie lodów, jak wielu ludziom się wydaje, tylko podtrzymanie relacji. Bo co
z tego, że to jest też moja pułapka, wiesz, ja o ile cześć osób ma problem, żeby prawda poznawać ludzi, to ja poznaje tego tyle, że później mam problem jak tym zarządzić. Na początku lat osiemdziesiątych kończyłem Szkołę Biznesu i pamiętam, profesor Włodzimierz Piotrowski wtedy z Uniwersytetu Warszawskiego, powiedział: „Kto dużo obejmuje, niewiele ściska”. Wiesz i to mnie zawsze ten. No bo ja chętnie wielu ludzi i tak dalej, ale tu chodzi też
o to, żeby to oczywiście tak strategicznie zobaczyć, jaki ja mogę dać wkład w moją firmę,
w moich relacjach, żeby się nie rozmieniać na drobne, no ale jak powiedziałem: ja mam też
z tego frajdę, więc dla mnie, jeżeli coś cię uskrzydla, to nie przejmuj się czy to jest aż takie bardzo zgodne ze sztuką czy nie jest zgodne ze sztuka, czy to jest bardzo strategiczne, czy nie bardzo strategiczne, uskrzydla cię, masz radość w sercu, dzielisz się tym z innymi, jest ok.

Dzięki Tobie zrozumiałam skąd moja łatwość nawiązywania kontaktów, bo ja aktywatora mam na pierwszym miejscu. Tutaj jeszcze podałeś już jeden ze sposobów utrzymywania tych kontaktów, czyli na przykład poprzez robienie tych screenshotów. Jak możemy jeszcze dbać o kontakty, które nawiązaliśmy?

Kiedy były jeszcze papierowe, wizytówkowe spotkania, to pierwsza rzecz: na wizytówce którą dostałem, z tylu pisałem datę spotkania i miejsce, no bo jak ktoś tak jak ja na wiele imprez chodzi, to w którymś momencie patrzy, że tak z tygodnia dwadzieścia-trzydzieści-czterdzieści-pięćdziesiąt wizytówek ma, a która, co, jak i dlaczego? Więc pierwsza rzecz to opisać wizytówkę, datę i miejsce spotkania, ewentualnie jakiś ważny szczegół, później no to się robiło, prawda, jakiegoś screenshota, czy nawet na początku to jeszcze kiedyś do klastrów, do rollodecskow się to wkładało, potem no to brało się screenshota, robiło się do camcarda od razu, kolejna rzecz którą ja bardzo często już od dawna robiłem, że w miarę możliwości wysyłam maila do tej osoby. Nie zawsze to jest możliwe, ale w większości wypadków plus teraz już w gruncie rzeczy to jest must, za każdym razem staram się od razu zaprosić na LinkedInie, w związku z czym żeby to gdzieś nie umknęło, znowu po dacie i jeśli mamy jakiś gotowy szablon, kiedy wysyłam komuś jakąś informację i wtedy piszę „Cześć, miło mi się z tobą rozmawiało na konferencji czy na wydarzeniu takim i takim”, no i tam jakaś formułka leci, więc jest to tego typu rzecz, czyli pierwsza rzecz to zachować tę informację, czy załóżmy włożyć do klastra czy rollodecksu, do camcardu. Wystarczy jakaś minimalna wiadomość, w miarę możliwości nie wiadomość sprzedażowa, szczególnie jak jest się handlowcem, tylko wiadomość taką relacyjną z podziękowaniem za intersującą rozmowę i znowu, jeżeli wiem, podczas networkingu, że ja później tego maila będę wysyłał, to nastawiam się na słuchanie
i nastawiam się nie żeby komuś wciskać co ja tam mam świetnego „Panie kup to, kup to” – nie, nie, nie, tylko słucham innych ludzi po to, żeby w momencie kiedy będę później pisał tą wiadomość z podziękowaniem, to żebym miał do czego ewentualnie nawiązać, znowu
w zależności od tego ile mam czasu, jak mam mniej czasu to pisze tylko zwykłą taką „Dziękuję za rozmowę, mam nadzieje że będziemy…” – pach, pach, poszło, nie? Jeżeli jestem osobą, tam mniej uczestniczę w takich wydarzeniach, no to można sobie tą wiadomość wysłać bardziej ambitną, bardziej wyrafinowaną, jeszcze jednym z takich sposobów jest to, żeby w czasie rozmowy zakontraktować to, że będziemy się kontaktowali. Jeśli widać to, że jest jakaś fajna relacja, widać, że jest jakaś perspektywiczna współpraca, no to wtedy mówię „Słuchaj, to wiesz co, to ja ci wyślę maila i zdzwonimy się tam za tydzień czy za dwa”, proszę bardzo, no i wtedy piszę tu, pach „To kiedy w takim razie ustalamy?”. Ci najbardziej sprawni to od razu biorą komóreczkę, biorą kalendarz, wpisują datę i już wiedzą, że to nie umknie. Ale to oczywiście, nie z każdym kontaktem ma to sens, nie zawsze jest uzasadnione. Czyli podtrzymanie relacji dla mnie tak, no to znowu na LinkedInie dzisiaj rzecz jest bardzo wygodna, jak też na Facebooku, przypomina nam kiedy ktoś ma urodziny, ja codziennie nie ukrywam, że dwudziestu paru-trzydziestu ludziom wysyłam życzenia urodzinowe. Zazwyczaj pięć-sześć osób odpowiada, większość nie jest na bieżąco na LinkedInie, ale też się tym nie przejmuję, chyba że już jak trzy lata wysyłam a ktoś się nie odzywa, ponieważ już mam dwadzieścia siedem tysięcy kontaktów, więc zostało mi tylko trzy tysiące, więc zaczynam teraz robić tak, dziękuję tym, którzy się gdzieś tam kiedyś się ze mną poznali, ale jak widać nie podtrzymują też relacji, no to jeżeli ich to nie interesuje, rok, drugi, trzeci, no to mówię „Nie ma sprawy”, ja też się nie będę napinał.

Super, dziękuję Ci bardzo, dużo tych rad i bardzo skutecznych, tylko tak jak zawsze lubię mówić, że niezależnie ile szkoleń nie przejdziesz, ile książek nie czytasz, dopóki nie zaczniesz wprowadzać tego w życie, to nic ci to nie da. Tak więc rady, które dałeś, są z jednej strony oczywiste, ale trzeba po prostu zacząć to robić i przy twoim zabieganym trybie życia, jednak znajdujesz czas na te dwadzieścia wiadomości, żeby wysłać dziennie na urodziny, życzenia urodzinowe, wielu ludziom się tego nie chce, więc chylę czoło- super, naprawdę, super!

Wiesz co, to znowu miej świadomość, że każda z nas, każdy z nas ma troszkę inny profil. Ja przebadałem swój mózg na różne możliwe sposoby, przez Gallupy, Friz, RIAS, Extended DiSC
i tak dalej, jakieś nawet kiedy ambitniej, jakies Ravena test, pewnie Ci znane jako psychologowi, więc ja rzeczywiście mam ten mózg przebadany i wiem teraz tak: ja mam
w Gallupie relacje na pierwszym i drugim miejscu, i tak samo w RIAS-ie motywacja, w związku z czym mnie jest dlatego łatwo, że ja tak muszę, bo się inaczej uduszę, to jest tak moje, prawda? Gdzieś tam jeszcze mam w RIAS-ie ciekawość dosyć wysoko, więc to jest tak, że mi to przychodzi w pewnym sensie poza jak gdyby moją świadomością, moja konstrukcja mózgu to wymusza, dlatego ja mówię ,dziele się tym, żeby każdy wiedział, żeby każda z Was wiedziała, że każdy z nas jest inny, jednemu to przychodzą pewne rzeczy łatwiej, drugiemu trudniej, teraz cała sztuka w tym, żeby znaleźć protezę: czyli nie mam jakiegoś organu, nie mam jakiegoś kawałka w mózgu, który mi to zagospodarowuje, żeby mieć takie narzędzia, taką protezę, która mi to ułatwi. Czyli na przykład inteligentne troszeczkę przerzucać odpowiedzialność na przykład na kogoś, ja mam w mojej grupie BNI spotkania na całym świecie jeden na jeden i po piętnastu latach bycia  w tej organizacji, autentycznie wczoraj miałem spotkanie
i uświadomiłem sobie prostą rzecz, że ja po iluś latach w pracy w korporacjach oczekuję, że po rozmowie no jedna ze stron wyśle maila podsumowującego to spotkanie  i dalsze kroki, albo że nie będzie tych dalszych kroków i podziękowanie. I ja, ponieważ jestem zabiegany, no więc starałem się, też nie zawsze mi wychodziło, i teraz wpadłem na pomysł prosty, powiedziałem: „Młody człowieku, jesteś nowy w grupie, myśmy tę grupę piętnaście lat tworzyli, w związku
z czym rola młodego jest taka, że ty jako młody piszesz podsumowanie i wysyłasz je do mnie”. Wiesz, to też jest, patrz, jaki prosty tekst – to jest kwestia z jednej strony, jak powiedziałem, dla niego niech widzi, że no warto okazać szacunek ludziom, którzy tę grupę stworzyli piętnaście lat temu i ją rozwijają i tak dalej, w jakiś sposób mogę wnieść wkład do tej społeczności, w ten sposób, że tym bardziej doświadczonym, dojrzałym członkom zagram na nich – zagram na nich, czyli wyślę maila z podsumowaniem, wiesz  i to są, ja mówię cały czas, wyszukuję cały czas taką masę prostych dźwigienek, które powodują, że nawet osoby, które akurat mają, jak powiedziałem, dziurę w mózgu w danym obszarze, dla mnie jak powiedziałem, to nie jest łatwe, więc znajduję sposób, a przy okazji jest to taki test, stres-test dla kogoś, albo sobie poradzi albo nie poradzi, jak poradzi to „Go!”, jeśli nie poradzi no to „Koleżanko, kolego, you know…”, wiesz. To jest taka gra, pamiętasz książkę Bernego „W co grają ludzie”, no tak sobie też, wiadomo, są gry, jeśli nie robimy nikomu krzywdy i staramy się, żeby to służyło rozwojowi, to uważam, że jest ok.

Dokładnie, doskonale, zgadzam się z Tobą w stu procentach i dzięki temu też pokazujesz jak dbać o te kontakty, że też trzeba się zaangażować i coś dać z siebie, żeby potem to wróciło. Tak więc zataczamy teraz koło tej całej rozmowy. Jeszcze na sam koniec mam do Ciebie pytanie, bo wiem, że pochłaniasz książki tonami i pamiętam też jeden Twój przykład, jak opowiadałeś, że rodzina sortowała książki i chcieli je wyrzucić, i potem siedziałeś przy śmietniku i czytałeś je jeszcze. Nie wiem, czy czegoś nie pokręciłam, ale tak coś mi się przypomina.

Wiesz co, to jest tak, że ja w którymś momencie, tamto już pewnie mi też gdzieś pewnie uleciało, natomiast ja na przykład z dwa lata temu wynajmowałem biura gdzieś w Śródmieściu Warszawy, w którymś momencie robiłeś już też wszystko z książkami, no bo dzieci już mam odchowane, wnuki już tam mają piętnaście lat czy tam szesnaście jedno i po siedem drugie,
w związku z czym już ileś tam książek, które ja pochłaniałem, te trzydzieści parę lat temu, czterdzieści, w związku z wychowywaniem dzieci; raz, że one się częściowo zdezaktualizowały, no bo jednak już wiedza jest nowsza, no i to wziąłem część tych książek z których się uczyłem, korzystałem, to jest tak, że niestety część książek okazuje się wtórna, że no sama też, jak człowiek się uczył ,szukał, to było dostępne, kupował, więc ja te rzeczy, które już mi się niespecjalnie śluza, no bo dziećmi się nie muszę aż tak bardzo napinać, bo niech się już dzieci moje napinają z wnukami, plus te takie rozwojowe, wziąłem do tamtej firmy gdzieśmy wspólnie wynajmowali lokal, postawiłem tam z pięćdziesiąt książek czy tam z sześćdziesiąt, już nie pamiętam ile tego było, na parapecie – kto ma ochotę, niech sobie bierze, prawda? No i na tej zasadzie. Natomiast rzeczywiście pochłaniam, no był czas kiedy, ponieważ dużo jeździłem w latach dziewięćdziesiątych i na początku dwutysięcznych po Polsce jako konsultant, sprzedawca, handlowiec do firm, a nie jeździłem samochodem tylko pociągami w miarę możliwości, rzadko samochodem, no to wiesz, trzy godziny do Poznania, do Gdańska, pięć godzin do Katowic, w jedną, w drugą stronę – książka przeczytana, więc rzeczywiście to był taki czas. Teraz dużo e-booków, no bo staram się w miarę możliwości, szkoda tego papieru. No jest minimalna wada e-booków, ale chyba zaleta przewyższa wady. Więc jest tak, że rzeczywiście sporo czytam, natomiast teraz czytam książki takie bardziej z poziomu troszkę takiego, socjologiczne, psychologiczne, filozoficzne, antropologiczne, bardzo interesują mnie książki, historia rozwoju rozumu czy właśnie jak żyć dłużej czy książki, które pokazują, czy na przykład humanizm ewolucyjny, książki które pokazują jak człowiek się rozwija, jak człowiek poszerza wiedzę o wszechświecie i jak warto dbać o swój największy zasób, jaki mamy, o to kilo trzydzieści, żeby rzeczywiście mieć frajdę z tego co robimy, jednocześnie zostawiać pozytywny ślad na tej naszej kochanej ziemi.

To jakie książki, dwa-trzy tytuły, mógłbyś polecić naszym słuchaczom?

Wiesz co, mam tych książek tyle, trudno mi jest w tej chwili tak powiedzieć od ręki, musiałbym popatrzeć wokoło. Znowu, przez wiele lat fascynował mnie Stephen Covey i „7 nawyków skutecznego działania”. Parę lat temu natrafiłem na książki związane ze stoicyzmem, no to teraz na przykład jest „Wyzwanie stoika”, bardzo fajna książka, nowoczesna, amerykańska, lubię takie poradniki. Dobry profesor wziął sobie roczny sabbatical i napisał świetną książkę, więc na pewno książki na temat stoicyzmu. Na pewno, jak powiedziałem, teraz książka na temat humanizmu, no bo jest tak, że no człowiek te spuściznę jakąś ma, na której żeśmy wyrośli jako cywilizacja, jej nie porzuca, natomiast jak któryś z mądrych uczonych, chyba tam z siedemnastego-osiemnastego wieku, powiedział „Staję na ramionach olbrzymów i dlatego widzę daleko” – więc warto popatrzeć; czy jak powiedziałaś w tej chwili, rzeczy związane z nie z bieżącym targaniem się po szczękach, tylko takie rzeczy właśnie związane z patrzeniem dalej , czyli rzeczy typu właśnie… właśnie ta historia rozumu, powiem szczerze, pod ogromnym wpływem [jestem], podobnie jak Davida książka właśnie o , Davida Sinclaira, jak żyć dłużej i to znowu nie z jakiejś takiej, bardzo tak krótko patrząc, że tylko swoje zdrowie, ale patrząc tak szeroko, cywilizacyjnie. No on pisze, pisał w dziewiętnastym roku, dwa tysiąc dziewiętnastym roku, o tym co mamy w tej chwili, o pandemii. Znowu można oczywiście spiskową teorię, coś tam kombinować, ale on pokazuje jak bada, prawda, jak się to życie od tych czterech miliardów lat rozwija na Ziemi, jak ono rzeczywiście się komplikuje, jak się rozwija, jakimi ścieżkami to chodzi. Jak my, jako ludzie, możemy skorzystać z tego, że nauka, naukowcy, że innowacje powodują , że możemy żyć zdrowi, możemy żyć dłużej i jednocześnie, i jak zarządzać tymi ryzykami, które są związane z zanieczyszczeniem, ze zmianami klimatu, więc takie rzeczy mnie ciekawią. Jest taka fundacja, chyba Elders gdzieś tam, gdzie jest Nelson Mandela i paru innych takich, osiemdziesięciolatków, dziewięćdziesięciolatków, też w tę stronę gdzieś tam idę, żeby być takim mentorem, osobą którą fajnych rzeczy parę w życiu przeżyła, to też chciałbym się tym dzielić, zachęcać młodsze pokolenia, żeby też szanowały tę naszą Ziemię, bo jak powiedziałem, i ten nasz ekosystem społeczny. A my tutaj Polacy mamy też troszeczkę za pazurami, bo nam się wydaje, że jesteśmy pępkiem świata z różnych powodów, gdzieś tam się po tych czterdziestu paru latach PRL-u się Polakom w głowie nie mieści parę rzeczy, kiedy normalnym ludziom na świecie się mieszczą. To, że kraje są podzielone, że ludzie mają różne poglądy, jest masa takich rzeczy. Znowu, nie przemawiając do żadnej opcji, będąc ponad tym, patrząc z takiego big picture, bardziej filozoficznego punktu widzenia, to jest coś, co w tej chwili czytam. Ale mówię, na każdego nachodzą poszczególne rzeczy. Były lata kiedy czytałem książki psychologiczne, zarządzanie, rozwój, a w tej chwili przyszło już do tego, że właśnie tego typu rzeczy.

Wspomniałeś, że teraz właśnie należysz, interesujesz się tą grupą gdzie jest Nelson Mandela i inni ludzie, którzy mają wpływ na nasz sposób myślenia i nasze opinie. Też dziękuję Tobie, że dzielisz się swoją wiedzą, swoim doświadczeniem, bo masz ogromną wiedzę i też ogromne doświadczenie. Jesteś przemiłym człowiekiem i bardzo Ci dziękuję, że zechciałeś dzisiaj ze mną porozmawiać. Jestem też wdzięczna za to, że wiele, wiele lat temu miałam okazję Cię poznać i dzięki Tobie nauczyłam się też dbać o te kontakty.

Cieszę się, że  nas odwiedziłaś, nasz Festiwal Inspiracji Stowarzyszenia Profesjonalnych Mówców, mam nadzieję, że dołączysz już niedługo i że będziesz taką wartościową… członkiem, członkinią. Na razie liczyłem, mamy jedną trzecią to są kobiety. Od samego początku dbałem o to, żeby był parytet, ale nie jest łatwo. Kiedyś Beata Kawcewicz powiedziała, że ona to analizowała, pytała też na zachodzie, i powiedziała „Wiesz, jednak kobieta ma tę zazwyczaj przerwę na macierzyństwo, w związku z czym ma te dziesięć-piętnaście lat wyjętych, a jednak mówcy do tej pory głównie jeździli, ciągle gdzieś tam w podróży, więc kobietom nie tak łatwo wejść na tę ścieżkę, więc mówię, dbamy o to, żeby było i cieszę się, że już mamy tyle, jedną trzecią kobiet, więc mam nadzieje, że niedługo dołączysz  i to będzie niedługo parytet, że będziemy mieli też prawda, kobiety, które wnoszą rzeczywiście bardzo taki cenny pierwiastek, tym samczykom czasami trzeba nosy poucierać.

Nie ukrywam, że jest to moje ogromne marzenie, żeby stanąć na scenie Festiwalu Inspiracji tu, obok Ciebie. Dziękuję.

Świetnie, no w tym roku mamy dziesięciolecie, nie wiem czy już zdążysz, bo tam pewnie już wszystko jest poplanowane, ale who knows, trzeba mieć marzenia i je wdrażać, realizować.

Na razie dzisiaj napiszę maile, dziękuję Ci bardzo, Grzegorzu.